Ludzie nie dlatego
przestają się bawić,
że się starzeją,
lecz starzeją się,
bo się przestają bawić.
Mark Twain
Strona główna

My first trip abroad

Jolanta Jaworska

For the first time, I went abroad on 18th September 1959. It was a trip to Štrbské Pleso, Czechoslovakia. I was in high school then, and the tour was organized by the P.E. teacher. I don't remember much of this trip, but the bag I bought there firstly served to flaunt my trip abroad, and then as the colourful-hank-of-wool container. The bag was made of white plastic with red handles and was decorated with pictures of the Tatra Mountains. My second trip abroad in 1977 was uncertain. Since it was already June, I had to get my passport quickly. To do this I had to enrol myself to the list of people queuing to the Passport Office at Siemiradzkiego Street, and then, together with others, wait overnight to see the person responsible for passport formalities. The whole trip was organized by the Częstochowa Mountaineering Club, and its final destination was Spain. I had a special document confirming that the aim of the trip was to reach the Sierra Nevada, and that I was going to carry the pennant and stick it into the pike. "You are going to get your passport only by way of exception", said the office worker to whom I gave my application documents. Thanks to the passport, which I got at the last moment, I could travel further to Europe.



Mój pierwszy wyjazd za granicę

Mój pierwszy wyjazd za granicę był 18.09.1959r do Czechosłowacji do Słzbskiego Plesa nad jeziorem Szczyzbskim. Chodziłam wtedy do szkoły średniej, a wycieczkę organizowała pani "wuefistka", która lubiła turystykę. Nie wiele z niej pamiętam, ale torbę którą kupiłam, najpierw służyła jako "reklama", ze byłam za granicą, a później jako "magazynek" na kolorowe motki wełny. Torba była biała, plastikowa z czerwonymi uszami, a na niej kolorowe obrazki z Tatr Czeskich.

Mój drugi wyjazd za granicę w 1977 r. był pod znakiem zapytania. Był czerwiec i chcąc mieć paszport musiałam zapisać się na listę kolejkową przy Biurze Paszportów na ul. Siemieradzkiego i całą noc z tłumem oczekujących ludzi przeczekać do rana na rozmowę z pracownikiem ds. paszportu. Jechałam z Klubu Wysokogórskiego z Częstochowy do Hiszpanii i miałam pismo potwierdzające, ze będziemy zdobywać z Grenady- Sierra Nevada i ja uczestnik z Krakowa będę niosła proporczyk, który mam wbić w "Pik Góry" - "tylko wyjątkowo może Pani otrzymać paszport" tak powiedział pracownik odbierający moje dokumenty. Paszport dostałam w ostatniej chwili, który pomógł mi zwiedzać dalsze zakątki Europy.

Powrót do strony głównej projektu
Powrót do Tekstów i prezentacji

Engine by Piotr Skowronek